Podsumowanie roku 2017

    Kolejny rok minął. 

    Niewiele się działo zarówno w życiu osobistym jak i na tle zawodowym. Mam jeszcze siłę jeździć, a przede wszystkim chęci. Gdy patrzę na znajomych, którzy robią tylko "wyniki" to cieszę się, że ja po prostu lubię "kręcić", nie muszę się do tego zmuszać
ze stoperem w ręku czy też otaczać się zbędnymi gadżetami, aby się zmotywować
dla lansu.

    Krótki wrześniowy wypad zamiast pełnej wyprawy z sakwami spowodował, że roczny przebieg spadł do zaledwie 5600 km i byłby jeszcze niższy gdyby nie ciepła zima, która pozwalała mi na swobodne dojazdy do pracy.

    Z nowych zakupów również się nie pojawiło nic nowego prócz ciepłej bielizny termicznej. Naprawdę koszulka okazała się bardzo przyjemna, choć nie zastąpi kurtki ;-) Wysłużona kominiarka również poszła w odstawkę, bo w dziurawej i przetartej dziwnie się wyglądało ;-)

    Nie udało się namówić Kubę na jakikolwiek wypad, czego bardzo żałuję. Znalezienie kogoś równie rozsądnego i z podobnymi zainteresowaniami raczej graniczy z cudem, więc nastawiam się na jazdę samotną, czy tego chcę czy nie.

    Korzystając z okazji, każdemu Czytającemu, chciałbym życzyć Szczęśliwego Nowego Roku 2018.

    Mi się udał sam początek roku nad wyraz udanie, bo po wyspaniu się po Sylwestrze w miejscowości Wilga, Monika z Witkiem wsiedli do auta, a ja mogłem przez ponad 3 godziny wracać do domu na rowerze.

Wojciech Daniun